20 września 2009

Biegam po blogach

W poszukiwaniu słodkości, oczywiście ;)
A oto wynik biegania:
To na pewno nie są wszystkie dostępne zabawy, więc idę poprzeglądać Wasze linki. Może znalazłyście coś ciekawego, co mi umknęło :)

Edycja z dnia 28 września: Dopiero teraz zauważyłam, że do informacji o candy szmatkowołatkowym trzeba dołączyć jedno zdjęcie. Oto i ono

17 września 2009

Muszę się z Wami podzielić...

Naszło mnie na dziwne piosenki (po głowie uparcie chodzi mi "Cztery mile za Warszawą"), więc przeszukałam You Tube i znalazłam



Muszę koniecznie dorwać kiedyś tę kasetę ( a najlepiej reedycję na CD niech zrobią).

Miałam nadrabiać zaległości, ale jakoś się nie czuję :(

15 września 2009

Wiersz mnie się przypomniał...

Konstanty Ildefons Gałczyński

Lilie
albo kwiatki prohibicyjne

ballada ostrzegająca


Sensacja niesłychana:
pani zdradziła pana.
I zostały na biurku
te słowa: - Drogi Jurku,
przebacz. Jadę przez Kielce.
Fatum. Zupa w butelce.

O, hydo, o, nieszczęście!
o, niecny paradoksie!
Pan włożył w kieszeń pięście
i po ulicach wlókł się.

I błądził straszną marą,
jak jaki Andrzej Strug...
Do maleńkiego baru
stuk, puk, stuk, puk.

Wychodzi portier-szpicel,
z punktu po mordzie wali:
- Koniec z alkoholizmem,
nie ma spirytualii.

Tutaj mąż się rozełkał,
dziwne rzeczy postrzega:
- Ha, pójdę do Pawełka,
na Ceglaną, "Pod Zegar".

I chociaż traci wiarę
(czarne niebo i bruk),
do knajpki "Pod Zegarem"
stuk, puk, stuk, puk.

Stuka nogą i głową
jak Porfirion Osiełek,
wreszcie z lampą naftową
wyszedł siwy Pawełek.

- Próżne twoje stukanie,
nadaremna ochota,
nie ma wódki, kochanie,
smutnym została słota.

Rzucił się pan ze skały,
przeklął żonę i zupę...
i puchacze puchały
nad ha mężem, ha trupem.

13 września 2009

Szalik i wspomnienie z wakacji :)

Szalik skończony, czeka tylko na pranie i zaszycie nitek. Mam nadzieję uporać się z tym dzisiaj. Na razie zdjęcia niewykończonego brudasa ;P

szalik1
szalik2

To tylko jego końcówka. Może po rozłożeniu do suszenia uda mi się sfotografować większy kawałek... Na pewno nie zdołam uchwycić całego, bo szalik ma jakieś 170 cm długości.

I wspomnienie sierpniowego weekendu, wypełnionego Metalową Twierdzą :)

nas_troje
To zdjęcie zrobiliśmy sobie w czasie drogi w piątek, czyli pierwszego dnia.

bez_tutyłu
A tu dzień trzeci, gdy rodzice poszli sobie pod scenę, a biedne dziecię dostało aparat z nakazem wykonania kilku fotek :P

To tyle na dzisiaj. Idę szykować ciasto na pizze zawijane :)

Uwaga! Sprostowanie na żądanie syna :) Niniejszym oświadczam, że sformułowanie "biedne dziecię" jest niezgodne z prawdą, bo on to zrobił z przyjemnością :)
A tak poza tym, to bardzo dziękuję za Wasze miłe komentarze :*