Zaczęłam ją pod koniec marca zeszłego roku według
tego wzoru.
Długo leżała zanim schowałam nitki i ją przeprałam. Mam w stosunku do niej
mieszane uczucia.
Po pierwsze w pewnym miejscu zrobiłam błąd i przy
poprawianiu sprułam tylko część każdego okrążenia, co spowodowało, że
"naprawiane" oczka miejscami wyszły krzywo. Liczyłam, że się wyrównają w praniu,
ale nic z tego.
Po drugie trochę zaczęło mi przeszkadzać, że jest bardzo "tubowata". W
rezultacie jest też bardzo długa (najdłuższy brzeg ma prawie dwa metry), bo
inaczej nie mogłabym jej założyć jak poncho.
Ale po trzecie ma ładny ażurowy brzeg. I jest tęczowa ;)
Przy okazji przymusowej izolacji nosi mnie straszliwie. W rezultacie robię szydełkową Meridę Tęczowego Kota, a na druty wskoczyły Whirl into the Matrix Intensywnie Kreatywnej oraz Mixed Up Shawl Nicoli Green.
Jest jeszcze szal w odcinkach z Otulove, ale chwilowo poszedł w odstawkę, bo coś mi źle wychodzą oczka wyciągane. Zdjęcia nie będzie. Przynajmniej dopóki się nie przeproszę z robótką ;)