W miniony weekend razem z synem pojechałam na
Copernicon. Początkowo strasznie zjadały nas nerwy, bo pierwszy raz mieliśmy uczestniczyć w konkursie na najlepszy cosplay z uniwersum Dory Wilk. Syn miał o tyle lepiej, że przebranie się za Witkaca bardzo skomplikowane nie jest, ja natomiast stanęłam przed problemem "choćbym pękła, nie skończę wszystkiego zgodnie z planem". W rezultacie jeszcze w pociągu robiłam wiązanie do pelerynki, a ostatnie trzy paznokcie malowałam pod ławką tuż przed rozpoczęciem konkursu, starając się nie myśleć o wiązaniu paska, które nas przerosło. A później... Później nagle okazało się, że wygrałam :D Wszyscy uczestnicy dostali książki i cudne grafiki
Magdaleny Babińskiej, Aneta Jadowska przeczytała nam pierwszy rozdział szóstego tomu przygód Dory i poszliśmy pod Krzywą Wieżę, gdzie robiliśmy sobie zdjęcia a Basia Karlik zagrała
Kołysankę Dory Wilk.
 |
| Witkac i chochlik pod Krzywą Wieżą |
Więcej zdjęć ze zlotu znajdziecie
tutaj. Nasze niestety w większości kompletnie nie nadają się do publikacji, bo zapomnieliśmy przestawić aparat na tryb sportowy, a z emocji trzęsły nam się ręce.
Po zlocie planowaliśmy pójść na punkt o Tesli, ale musieliśmy uporać się z bagażami i zająć jakieś miejsce w szkole noclegowej. Trochę smutek, ale może jeszcze kiedyś na niego trafimy. Ogólnie kilka punktów nam przepadło (np. z powodu konieczności jedzenia - trzeba by zwalczyć ten zgubny nałóg ;) ), ale wysłuchaliśmy prelekcji Anety o morderczych duetach i o tym, dlaczego nie lubi
Zmierzchu, byliśmy na pokazie
Opowieści z Nyanii: Drużyna kocenia, syn zapoznał się z
iGraniem z gruzem (ja w tym czasie słuchałam prelekcji
Zwierza o Sherlocku) oraz był na spotkaniu autorskim z Anetą Jadowską (ja poszłam na prelekcję o okrętach i niezbyt dobrze na tym wyszłam :/ ). A ponieważ był to konwent "pierwszych razów", więc wzięłam udział w konkursie wiedzowym z uniwersum Thornu i ku memu zaskoczeniu zajęłam drugie miejsce :D W rezultacie zdobyłam trochę waluty konwentowej, którą wypadało na coś wymienić. Opcji nie było za wiele, ale wypatrzyłam pierwszą książkę z serii o
Stracharzu, więc wzięłam i nie żałuję (pochłonęłam ją w poczekalni wrocławskiego dworca, gdzie musieliśmy spędzić niemal sześć godzin, żeby móc dojechać do domu).
Co by nie pisać było tak fajnie, że syn już planuje pojechać ze mną na Pyrkon :D
A na koniec jeszcze dwa zdjęcia z toruńską piernikarką i jej pieskiem :)
Zdobycze konwentowe sfotografuję, gdy tylko pojawi się lepsze słońce :)