10 marca 2015

Nie karmić potwora, czyli Ruatha taka wielka

Nie jest dobrze. Nie mam dokładnej wagi, ale korzystając ze wzroku i dotyku stwierdzam, że Ruatha zjadła już ponad połowę czwartego motka i wcale nie zamierza na tym poprzestać. Wszystko przez to, że jest taka duża. I jeszcze kawałek urośnie.


Przynajmniej w końcu udało mi się jakiś sensowniejszy kolor na zdjęciu uzyskać.

A tak poza tym to waham się, czy próbować pojechać na Pyrkon oraz zaczynam się niepokoić kwestią nowego stroju na tradycyjne spotkanie wielbicieli Dory Wilk, które powinno się odbyć we wrześniu na Coperniconie. Tak mało czasu, a pomysł taki mglisty >.<

27 lutego 2015

Coś tam cicho popiskuje

Lenia mam strasznego i nie chce mi się chować nitek w skończonych robótkach, więc wyzwania wszystkie chwilowo wiszą na wirtualnym kołku nabierają mocy urzędowej ;) Cały czas jednak powolutku dłubię Ruathę i w następnym tygodniu powinnam już dojść do zmiany wzoru. Jak do tej pory chusta pożarła dwa motki Filcolana Arwetta Classic (jakieś 420m) i domaga się więcej. A wygląda tak


Oczywiście znów mam problem z uchwyceniem koloru, bo nie umiem fotografować czerwieni :/ W każdym razie chusta ma już 50cm długości i zaraz się wezmę za produkowanie kolejnych, tylko sobie serial włączę ;)

13 lutego 2015

Na tapczanie siedzi mysz...

...robi piękną chustę dziś.
A właściwie nie na tapczanie, tylko na kanapie, ale faktycznie robi chustę :) Czekając na możliwość kupienia włóczki na Ruathę i pragnąc odpocząć trochę od spódniczki (im dalej, tym trudniej się robi) zaczęłam nową chustę. Trochę bez sensu zaczęłam od wymyślenia nazwy Reaver Slayer, czyli chusta musiała być inspirowana River Tam. I tu się trochę zaczęły schody, bo wstępnych pomysłów na wzór miałam kilka, a dodatkowo nie mogłam się zdecydować na wersję kolorystyczną. Po namyśle stwierdziłam, że nie ma co kombinować, zrobię zieloną chustę z jakimś prostym wzorem. Czemu tak? Bo River gromiąca Reaversów (Reaverów?) ma na sobie prostą zieloną sukienkę. Rezultat kilku dni dłubania wygląda tak


I jak? Myślę, że może być :) Brzeg zrobię prostym ażurkiem chyba. W końcu River to nie Inara ;)

Dziubiąc na drutach oglądam sobie seriale. Miało być po jednym odcinku Constantine, Orphan Black i Hemlock Grove (Sons of Anarchy trafili do przegródki "obejrzeć z mężem", więc odpadli po pierwszym wieczorze), ale historia pewnego miasteczka z cygańskim wampirem i bogatym potencjalnym wampirem tak mnie wciągnęła, że HG wygrało z resztą i w rezultacie dziś chyba zacznę drugi sezon :)

4 lutego 2015

A może freeform?

Od dawna podobał mi się ten sposób dziergania, ale jakoś nigdy nie czułam się wystarczająco pewnie by spróbować. Najbardziej odstraszało mnie to, że najczęściej wykonanie pracy w tej technice polega na zrobieniu mnóstwa różnych elementów szydełkowych i połączeniu ich w zgrabną całość, a ja wolałabym zrobić coś na drutach i najlepiej bez zszywania. W końcu stwierdziłam, że dopóki nie spróbuję, dopóty nie będę wiedziała czy sobie poradzę. W rezultacie powstaje nowa chochlikowa spódniczka.

Dzień pierwszy

Dzień drugi
Stan obecny

Chyba muszę zacząć chowanie nitek, bo wczoraj wieczorem zaczynałam się już plątać w nich. Poza tym robi się dość dziwnie i popełniam pewnie sporo błędów, ale jak na pierwszy raz chyba nie jest źle. Poza tym planuję kupić sobie poradnik, więc następne prace pewnie będą lepsze :)